piątek, 24 czerwca 2016

024: Miekka.


"W nocy nie ma ucieczki
od swoich demonów"

Jeżeli chcesz więcej historii
zapraszam na wattpada
historia o Niall'u z 1d
(Klik)
Proszę wejdź i skomentuj bardzo mi zależy...

    Schodzę leciutko po schodach. Słyszę z oddali jakieś kłótnie, postanawiam sprawdzić o co chodzi. Gdy jestem w salonie doskonale słyszę rozmowę Angie z ojcem.
      - Nie możesz jej tak ciągle oszukiwać!? Kiedy w końcu jej o tym powiesz?!- Krzyczy Angie a ja zastanawiam się o co chodzi. 
      - I co mam powiedzieć jej takie, ej twoja mama żyje jesteśmy razem od zawsze chcieliśmy zacząć od nowa bez ciebie chodź nie mieliśmy co z tobą zrobić? To ją zrani Angie.- Czuje lekkie ukucie w sercu. Czyli to wszystko prawda? Auł? 
      - Nie będę jej już dalej okłamywać, jesteś fałszywy! Idź jej wszystko powiedzieć!- Mówi i wychodzi z kuchni. Kobieta patrzy na moje zapłakane oczy. Ona o wszystkim wiedziała a nic mi nie powiedziała. Czemu wszyscy ciągle mnie okłamują! Angie podbiega do mnie lecz odpycham ją. Biegnę na górę już rycząc, czuje się taka bezsilna. Rzucam się na łóżko i wybucham płaczem. Piszę do dziewczyn, że dziś mnie nie będzie w szkole i zaczynam szukać gazety z moimi rodzicami. Gdy ją znajduję zaczynam kreślić po ich twarzy. Wycinam je i drę. Skaczę po nich i w końcu bezsilnie opadam na ziemię. Tak bardzo ich nienawidzę!
    Po paru minutach słyszę pukanie do drzwi. Wiem, że to Angie lub mój tata; chodź stawiam na pierwsze.
      - Zostawcie mnie w spokoju, idźcie nie chce was wszystkich widzieć! Jesteście zakłamani!- Krzyczę do drzwi, gdy one się uchylają widzę Leóna, uśmiecham się sztucznie i zaczynam wycierać łzy. 
      - Ja też?- Pyta gdy ja wbiegam w niego i zaczynam płakać w jego tors. Jego dłonie mocno mnie obejmują a głos mówiący "cii" bardzo mnie uspokaja. Czuje się taka bezpieczna w jego ramionach, nie jak przy fotelu przy którym upadłam.- Violu pomogę ci, ale przestań płakać. Uśmiech słonko.- Odrywa moją twarz i całuje mnie w nos. Uśmiecham się krzywo i cicho podśmiewam się z niego. On masuje moje policzki a ja lekko musam jego usta. Nie jest to długi pocałunek, taki na podziękowanie bo nie mam ochoty na jakieś wielkie rzeczy. Znów się do niego przytulam a on kolejny raz mnie uspakaja. 
      - Pomożesz mi?- Odrywam się od niego a on podnosi jedną brew do góry.- Musimy zdążyć do szkoły, nie chce im pokazać że jestem miękka.- Kwituje a on przytakuje. Łapie go za rękę i ciągnę do szafy.
    Biorę torbę i łapię rękę Leóna. Wychodzimy z domu, nie patrze nawet na ojca oraz Angie. Nie umiem patrzeć na osoby, które tak mnie okłamały! Przecież to jest chore! Mój tata ze pewnie jutro wyjedzie; jak moja mama stchórzy. A Angie? Będzie chciała ze mną porozmawiać. Oh, nie wiem boję się, jest mi tak bardzo przykro.
    Przez cała drogę się do siebie nie odezwaliśmy, pożegnałam się przed moją salą i spóźniona o parę sekund wchodzę do sali. Akurat pani sprawdzała obecność więc może nie będzie taka zła i nie da mi spóźnienia. Siadam do pustej ławki i słucham na lekcji. Pani była na tyle miła, że nic mi nie wstawiła.

    Rzuciłam torbę w kąt i położyłam się na łóżku. Zaczęłam patrzeć się w sufit. Widziałam tam pełno kłamstw skierowanych do mnie przez nawet ojca, który udawał kogoś tak samo tchórzliwego jak moja mama, która jeszcze niedawno dla mnie nie żyła. Przecież to jest bardzo, ale to bardzo żałosne. Przewracam się na drugi bok i zauważam klawisze oraz notes. Myślę chwilę i postanawiam dokończyć lub chociaż spróbować dokończyć piosenkę. Naglę z ostatniej strony notesu wychyla się koperta. Nie wiem jak wcześniej mogłam jej nie zauważyć. Biorę ją do ręki i na niej widnieje mały napis "Dla Violettki". Przymykam oczy wiedząc jaki list właśnie trzymam w rękach. Postanawiam po raz kolejny go przeczytać.
 
" Hej Violuś, sam musiałem się dowiedzieć jak masz na imię. Twoi przyjaciele chyba nie za bardzo cię lubili więc postanowiłem to zmienić mam nadzieje, że teraz dobrze się bawisz. Z powodu, że mnie wystawiłaś i nie chciałaś się ze mną bawić na przerwach postanowiłem odejść z klasy żeby nie patrzeć na twoją smutną minkę i to, że nie mogę się z tobą przyjaźnić. Jesteś naprawdę ładą dziewczynką, wiem, że to nie naturalne włoski, nie wiem czemu ją masz... I nie wiem czemu jesteś taka chudziutka. Może jak kiedyś w przyszłości się spotkamy opowiedz mi wszystko? I opowiesz mi o tym jak ci się teraz wiedzie. Mam nadzieje, że ci pomogłem kochana Violuś... Podobałaś mi się od samego początku i mam nadzieje, że mnie teraz nie wyśmiejesz. Życzę ci wszystkiego najlepszego, oraz udanych świąt bożego narodzenia, nowego roku, wielkanocny i ciepłych dni wakacji... Wszystko razy tyle ile nie będziemy się widywać. Mam też dla ciebie piosenkę ale to pokaże ci kiedyś indziej. A te breloczki i biżuteria jest z moich oszczędności. Mam nadzieje, że ci się podobają. Bardzo cię kocham i do zobaczenia Vilss. 
Twój na zawsze León."

    W kopercie były jeszcze breloczki oraz bransoletka. Założyłam ją na rękę i uśmiechnęłam się na to wspomnienie, jedna łza zaczęła spływać po moim poliku. Naglę ktoś zapukał do drzwi. Szybko zaczęłam chować jednak nie zdążyłam. Do pokoju wszedł León i uśmiechnął się szeroko. Włożyłam kopertę do notesu a chłopak dziwnie się popatrzał. 
      - Co tam kryjesz?- Mówi a ja próbuje schować notes. Chłopak łapie moją dłoń i patrzy na bransoletkę.- Masz ją jeszcze?- Pyta a ja sztucznie się uśmiecham.- Myślałem, że nie chcesz mnie znać.- Siada koło mnie a ja wyciągam z notesu kopertę i mu daję. On tylko szeroko otwiera oczy i patrzy się na moje.- Nie wierze.
      - Każdego dnia marzyłam o tym, żeby cię znaleźć i powiedzieć ci dziękuje.- Rzuciłam się do tyłu. Położyłam się na plecach i znów patrzyłam w sufit.- Każdej nocy czytałam ten list i płakałam jak głupia, czułam się jak najgorsza.
      - Dlaczego?- Kładzie się koło mnie jednak on opiera głowę na dłoni i przygląda mnie się. Nadal patrze na sufit.
      - Bałam się z tobą zaprzyjaźnić przez to cię straciłam. Tak bardzo potem tego żałowałam.- Wzdycham a chłopak pochyla się nade mną.
      - Nie będziesz musiała mnie już szukać.- Szepcze do moich ust. Przygryzam zmysłowo usta i patrze w jego spojówki. Wygląda tak magicznie.- Ej, ale nie rób tak!- Mówi a ja podnoszę jedną brew. Dopiero później dowiaduje się o co mu chodzi.
      - Jak? Tak?- Mówię i zagryzam ją kolejny raz. W oczach chłopaka widziałam iskierki. Zaczęłam się podśmiewać nadal przygryzając wargę. 
      - Ja ci dam!- Gdy skończył mocno wbił się w moje usta i tym razem to on przygryzł moją wargę. Uśmiechnęłam się i zaczęłam kontynuować pocałunek. Gdy skończył przypomniało mi się jeden fragment z listu.
      - León musisz mi coś powiedzieć.- Wstaje i siadam. Chłopak podnosi się również i chce kolejny raz mnie pocałować.- Poczekaj chwilkę.- Twierdze a on podnosi jedną brew do góry. 
     - To coś ważniejszego?- Mruczy. Jejku jak on bardzo chce dotknąć moich ust, chyba bardziej niż ja.
      - W tym liście, napisałeś że masz dla mnie piosenkę... Ty...- Chłopak wzdycha.
      - A to już nie jest ważne.- Drapie się po karku. Uderzam go w ramię.
      - No ej, powiedz mi.- "Podeszłam" bliżej Leóna by poczuł, że jak mi powie w końcu go pocałuje. Udało mi się, chłopak patrzy na moje usta, oczy i tak na zmianę
      - Kiedyś grałem na gitarze i śpiewałem, teraz nie mam czasu tego robić.- Przygryzam wargę.
      -  A piosenka?
      -  Mam ją, ale pokaże ci ją jak do mnie przyjdziesz.- Mówi i zbliża się do mnie. 
      - To idziemy do ciebie!- Mówię i prowadzę go do wyjścia. Jego twarz wyraża smutek, po chwili wiem o co chodzi i przy drzwiach całuje go mocno w usta, gdy się oderwałam ruszyliśmy do chłopaka. 
      - Nie wiem czy chcesz to usłyszeć.- Mówi gdy otwiera drzwi do domu.
      - Chce! León, powiedziałeś w liście, że mi pokażesz.- Chłopak się odwraca.- No proszę...- Przeciągam ostatnią literę by się zgodził. Chłopak wskazuje na swoje usta a ja przewracam oczami. Obawiam się, że zaraz będzie chciał mnie zgwałcić. Uśmiecham się i całuje jego miękkie usta. Chłopak przyciąga mnie do siebie i odwraca tak, że opieram się o drzwi, które natychmiast się otwierają a my lecimy na ziemię. Zaczynam się śmiać jak opętana a chłopak również zaczyna się śmiać. Dopiero po chwili widzimy, że nad nami stoi ojciec Verdasa. 
      - Przepraszam.- Szepcze chłopak i podaje mi rękę.- Idziesz gdzieś?- Tym razem zwraca się do ojca. Cicho się witamy.
      - Idę robić zdjęcia, wrócę późno. W lodówce masz jedzenie.- Twierdzi i wychodzi z domu. Rozglądam się po pomieszczeniu. Byłam tu tak mało razy, że nawet nie miałam okazji się rozejrzeć.
      - Jesteśmy sami.- Porusza śmiesznie brwiami León. Cicho się śmieje i oglądam zdjęcia na kominku. Widzę tam młodą parę i małego Leóna.
      - To twoja mama?- Mówię a chłopak przytula mnie od tyłu.
      - Tak, nie żyje.
      - Przepraszam.- Mówię i odkładam zdjęcie. Odwracam się do Leóna i opieram ręce na jego torsie, czuje jak serce bije mu lekko oraz jego mięśnie, które wbijają mi się w opuszki.
      - Nic się nie dzieje. Ładnie dziś wyglądasz.- Czuje się trochę głupio. Myślałam, że jego mama żyje.
      - A ta pani...
      - To moja kucharka, przychodzi od czasu do czasu. Mówiłem, że ładnie wyglądasz.- Dopiero teraz zauważam, że zmienia temat. 
      - Nie przesadzaj.- Mówię i zaczynamy się do siebie zbliżać. Czy nie za dużo dziś tej czułości? Jednak jego usta pozwalają mi odetchnąć na chwilę. Czuje się taka wolna i szczęśliwa. Jego dłonie, które lekko przesuwają się z moich pleców na poliki rozgrzewają mnie jeszcze bardziej. Po chwili przypominam sobie czemu tu jesteśmy.- León... 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Wiem, tydzień temu nie było rozdziału- komentarze.
Tak jak mówiłam, jeżeli nie będzie tylu komentarzy, rozdziały będą rzadziej.
Nie mówiąc o tym, że większość czasu spędzam na wattpadzie. Zapraszam na moje opowiadanie o Niall'u (klik) Prosiłam bym o jakąś ocenę czy coś...
To całuski i komentujcie.
A i w końcu wakacje! *Miłych wakacji też*
Ps: wpadnijcie na moją historie, bardzo mi na niej zależy...
Kocham was...
(I przepraszam za mega wiele tych reklam no i całuski!)
Rosee.


Kocham was, Rosee.
Kolejny rozdział?
A ile wam tam się uda. 
Ale najmniej to 22 komentarze, całuski.

piątek, 10 czerwca 2016

023: Kimś więcej.

Z dedykacją dla Maddy.

"Jeżeli ktoś kocha nas aż tak bardzo,
to nawet jeżeli odejdzie.
Jego miłość zawsze będzie nas
chronić."


    Wiatr lekko musa moje włosy, które rozwiewają na każdą możliwą stronę. Szukam przyjaciółki opierając się o walizkę. Zdecydowałyśmy, że dziś wracamy do Buenos Aires. León również wraca z nami, co chodzi o wczorajszy pocałunek. Hmm... Sama nie wiem, z Leónem dużo nie rozmawiałam na ten temat a Lu całkiem zapomniałam powiedzieć. Po za odzyskanym telefonem do rozmyślania znów został mi León i jego wczorajsze słowa co do zaufania Ann. Zastanawiam się o co mogło mu chodzić, najpierw muszę wszystkiego się dowiedzieć, dopiero później wszystko inne. 
    Z hotelu wchodzi León razem z Lu dobrze się śmiejąc przez co sama nie wiem czy czuć coś czy jednak żyć świadomością, że ona kocha tylko Federico. Gdy tylko mnie zauważa robi się cicha a León szeroko się uśmiecha przez co ja również to robię. Chłopak po chwili jest koło mnie i całuje mój czubek głowy a Lu wygląda na wielce zdziwioną. 
      - Dlaczego wy nic nigdy mi nie mówicie? Wiecie co, nie lubię was już!- Mówi i obrażona wsiada do taksówki. Razem z Leónem cicho się śmiejemy i wkładamy walizki do bagażnika. Chłopak przy okazji przyciąga mnie do siebie i kolejny raz uśmiecha się bardzo szeroko.
      - Ślicznie wyglądasz.- Komplementuje mój wygląd a ja czuje jak moje poliki robią się natychmiastowo czerwone. Uderzam go w ramię a ten cicho jęczy.
      - Najpierw wszystko musisz mi wytłumaczyć.- Mówię gdy otwiera mi drzwi do taksówki. Jego twarz przemienia się z uśmiechu w grymas przez co wygląda jeszcze bardziej słodko. 
      - To jak dziś u mnie czy u ciebie, chyba że kawiarnia, albo jakaś niespodzianka?- Porusza śmiesznie brwiami a ja ponownie uderzam go w ramię. Lu przewraca oczami i udaje nadal obrażoną, przez co my wybuchamy nieograniczonym śmiechem a ona zabija nas wzrokiem. Oboje próbujemy się uspokoić co wychodzi nam na głupie miny i Lu zaczyna śmiać się razem z nami. Nawet nie wiem jak czuje się taksówkarz w takiej sytuacji, ale jestem pewna gdyby mógł śmiał by się razem z nami.     Szybko dojeżdżamy na lotnisko i w mgnieniu oka czekamy już na samolot. Razem z Leónem postanowiliśmy kupić jakąś gazetę, a bardziej to ja postanowiłam ją kupić. Przeglądam półki oraz szukam jakiejś ciekawej gazety. W końcu coś przykuwa moje oko. Biorę gazetę do ręki i widzę na niej mojego ojca i ... Anabell... Szybko podchodzę do kasy i kupuje ją. Łapie Leóna za rękę a on zaczyna się śmiać. Wyrywam go ze sklepu i szybkim tempem idę do przyjaciółki. Wkurzona, oj bardzo wkurzona pokazuje im okładkę.
      - Wszyscy mnie do cholery okłamują!- Nie ukrywam zażenowania. Jestem jednocześnie wściekła jak i smutna. Dlaczego wszystko dzieje się tak szybko i naglę. Lu odbiera mi gazetę i przewraca kartki na stronę o nich. Gdy tylko przeczytała jej twarz zmieniła się w lekki grymas a gazetę przejął León z którym czytałam artykuł.
    Ostatnio napotkaliśmy rodziców Violetty Castillo, niestety osłaniali się i nie mieli zamiaru z nami rozmawiać. Przyłapano ich na pocałunku w parku, prawdopodobnie Pan Castillo oświadczył się Pani Castillo. Nie możemy doczekać się rodzeństwa modelki.
    Przełykam ślinę i z chęcią chce rozwalić tą gazetę. Siadam bezsilnie na krzesełko i zasłaniam twarz włosami. Czuje jak ktoś mnie obejmuje i szepcze, że będzie dobrze. Mocno obejmuje Lu i zaczynam płakać. Słysze jak León kuca przede mną i Lu, łapie za moje kolana.
     - Violu, jakoś to się wyjaśni.- Szepcze Ludmiła a León masuje moje kolano. Czuje się taka bezsilna i bezwzględna dla innych. Nie widoczna, niewidzialna dla innych, zwłaszcza dla bliskich. Dlaczego musi być aż tak źle?
      - Dziewczyny, musimy już iść.- Mówi chłopak i wstaje. Łapie za mój podręczny bagaż a Lu robi naburmuszoną minę stylu "dlaczego moje zostawiłeś?" León się śmieje i obejmuje mnie wolną ręką.- Aniołku, uśmiechnij się. Będzie dobrze, zrobię wszystko by tak było.- Szepcze mi do ucha a ja sztucznie się uśmiecham i mocno się do niego wtulam. Tak bardzo mi tego brakowało. Brakowało mi go cholernie bardzo.
    Siadam na fotelu koło oka i przyglądam się chmurą w które się właśnie wbijamy. Moje oczy powoli się zamykają lecz gdy mam już było blisko ich całkowitego zamknięcia ktoś dotknął mojej ręki i mocno ją ścisnął. Spojrzałam na chłopaka a on się uśmiechną.
      - Dziś o 19, zapraszam cię na coś co oderwiesz się od problemów? Co ty na to?- Szepcze mi do ucha a ja zaczynam się rumienić. Czuje się jak burak. Przytakuje na jego słowa lecz po chwili przypomina mi się jedna bardzo ważna rzecz.
      - Pod warunkiem, że powiesz mi w szczegółach powód naszego zerwania kontaktów.- Grożę mu palcem a ten podnosi ręce w geście obrony. Cicho się pod śpiewam i dopiero teraz widzę, że Lu chrapie jak stary szewc. Wskazuje na przyjaciółkę palcem a León zaczyna robić z nią śmieszne fotki lub nagrywać coś na snapa. Ja już widzę ją jak się obudzi.
    Po paru minutach opieram głowę o ramie Verdasa. On ściska moją dłoń, lekko musa moje włosy i karze spać. Robię to co mi karzę. Zamykam oczy i odpływam daleko stąd.

~*~

    Maluje kreskę na oku i szukam torebki leżącej gdzieś w pobliżu. Staram się nie myśleć o rodzicach i porwać się. Rozerwać się i zapomnieć o wszystkim co mnie zabija od środka. Co prawda jest to bardzo trudne jednak mam nadzieje, że w końcu to przezwyciężę. Biorę torebkę i siadam na kanapie gotowa. Wzdycham i włączam snapa. Zaczynam się śmiać gdy oglądam story Leóna z Luśką. Po chwili słyszę pukanie do drzwi. Uśmiecham się na widok Leóna i mocno go do siebie przytulam. Biorę torebkę i wychodzę z domu. Przed nim widzę motor oraz dwa kaski. No tak, León i jego pasja.
      - Dlaczego znów muszę tym jechać?- Dramatyzuję. Nie powiem, że się nie boję bo cholernie się boję. Patrzę na jego twarz i widzę jak bardzo mu się to podoba. Oh, nie ma mowy, że ja tym pojadę.
    Chłopak wyciąga bukiet kwiatów, który leżał na motorze; musiałam go nie zauważyć i podaje go mi. Uśmiecham się kolejny raz i całuje go lekko w policzek.
      - Teraz w zamian jedziesz ze mną tym cackiem.- Moje oczy robią się ogromne lecz nie mam wyjścia. Chłopak podsadza mnie na motor i potem sam wsiada. Kwiaty chowamy do schowka a ja mocno obejmuje chłopaka w pasie, on cicho się śmieje a ja coraz mocniej go przytulam.
      - Jeszcze nie ruszyliśmy, spokojnie.- Mówi a ja rozluźniam uścisk. W tym samym czasie rusza a ja znów mocno go ściskam, on tylko się śmieje a ja próbuje nie patrzeć na to gdzie jedziemy. Czuje jak kask spada mi na oczy, najwyraźniej jest trochę za duży. Nie mam odwagi by go poprawić więc siedzę nic nie widząc przed sobą.
    Pojazd zaczyna zwalniać a ja czuje piękny zapach kwiatów oraz szum morza gdzieś z oddali. W końcu stanęliśmy w miejscu a ja poprawiłam kas by sprawdzić czy na pewno jesteśmy już na miejscu czy to nie jakieś światła. Chłopak schodzi z motoru i podaje mi rękę bym mogła również z niego zejść. Tak, ziemia!
    Oboje się do siebie nie odzywamy, chłopak nadal trzyma moją dłoń a my idziemy przed siebie. Czasem na niego wpadam, bo nie mam zielonego pojęcia gdzie idziemy. W końcu z oddali widzę wielkie drzewo z czerwonymi płatami a pod nim koc z koszem za pewnie przepysznym jedzeniem. Czuje się bardzo głodna, gdybym mogła odgryzłabym Leónowi rękę.
    Patrzę na Leóna w geście "To dla nas?" a on przytakuje. Przyśpieszam krokom i w końcu siadam na kocu posypanym płatami, które musiały już spaść. Wygląda to tak słodko, że czasem się zastanawiam kiedy będzie padał deszcz z czekolady, albo żelkowych misiów. Chłopak siada koło mnie i gdy widzi moją twarz szeroko się uśmiecha.
      - Nigdy bym nie przyznała, że jesteś takim romantykiem.- Stwierdzam.
      - No widzisz, a jednak.- Wzrusza ramionami i pokazuje swoje białe zęby odwzajemniam uśmiech i czekam aż coś powie jednak chyba będę musiała ja pogrążyć ten temat.
      - Wiesz co masz mi powiedzieć prawda?- Mówię gdy podaje mi słoik ze słomką oraz wodą z cytryną w środku. Chłopak od razu sztywnieje, denerwuje się.
      - Byłem zazdrosny.- Mówi a ja podnoszę jedną brew do góry, moje serce zaczyna szalenie bić.- Ann nagadała mi głupot, że Alex i ty to coś więcej a ty mi mówiłaś całkiem co innego. Oddalaliśmy się od siebie, to strasznie głupie. Bardzo cię przepraszam, że musiałaś tak cierpieć, ale sądziłem że mnie okłamałaś.- Dodaje.
      - Ale jakie dokładnie ci wciskała kity?- Mówię i piję wodę. Jezus jakie to dobre.
      - Mówiła, że ty i Alex macie jakiś plan, żeby mnie zniszczyć czy coś takiego.- Krztuszę się wodą.
      - I ty jej serio uwierzyłeś?
      - Sam nie wiem jak to mogło się stać, cholernie cię przepraszam Violu.- Mówi drapiąc się po karku. Wygląda tak smutnie. Uśmiecham się sztucznie i dalej piję wodę.

    Wysiadam z motoru i dziękuje Leónowi za przemiły wieczór i gdy naciskam już na klamkę czuje jego dłoń na moich plecach. Odwracam się do szatyna a ten wbija się w moje usta. Pocałunek robi się coraz bardziej brutalny. Oddaje każdy jego najmniejszy pocałunek. Czuje się jak w niebie. Dreszcze, które mi towarzyszą są wszędzie a ja dostaje wewnętrznej euforii. Gdy chłopak się odrywa oddycha ciężko i opiera czoło o moje. Nasze wzroki są skierowane na usta. On na moje, ja na jego. Czuje, że bardzo ich pragnę.
      - Violu, nie powiedziałem ci tego nigdy, ale myślę że to najlepszy moment.- Oboje patrzymy się w swoje oczy. Wygląda tak cholernie seksownie gdy się na mnie patrzy.- Jezus, Violetta uwielbiam cię!- Krzyczy a ja uderzam go w ramię.- Kocham cię!- Krzyczy jeszcze głośniej a ja zaczynam się śmiać i znów go uderzam w ramię.- U szczycisz mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem?- Podchodzi bliżej.
      - Hm... Muszę się zastanowić.- Łapie się za podbródek i udaje się, że się zastanawiam. Chłopak kolejny raz wbija się w moje usta a ja uśmiecham się cicho. Musi to tak śmiesznie wyglądać. Euforia która odeszła znów wraca a serce z każdą sekundą wali jeszcze mocniej. Boję się, że słychać je stąd aż do końca świata. Gdy się odrywa kolejny raz patrzy się w moje oczy.- No dobrze, wygrałeś. Jestem twoja.- Mówię a on zaczyna mnie gilgotać. Zaczynam się śmiać, oboje się śmiejemy.
      - Nie musiałaś mnie tak uderzać, to bolało.- Mówi gdy skończył mnie łaskotać. Znów cicho się zaśmiałam i pomachałam mu na pożegnanie.- Takie pożegnania mogę mieć zawsze!- Krzyczy gdy już jest prawie przy drzwiach. Znów cicho rechoczę i wchodzę do domu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
JEST LEÓNETTA! xd
*Znów krótki* hihi
Nie mam weny.
Do następnego :*

Kocham was, Rosee.
Kolejny rozdział?
28 komentarzy

piątek, 3 czerwca 2016

022: Nie chce tak.

 Z dedykacją dla Mar tyny.

"Prawdziwa miłość to
taka przyjaźń.
Tylko, że trochę więcej"


    Wychodzę z budynku po dość długiej rozmowie. Oczywiście musiałam skłamać coś w stylu problemów rodzinnych gdyż normalnie mogłabym mieć przejebane, że z dnia na dzień zmieniam decyzję. Pod budynkiem widzę Lu z założonymi rękoma na piersiach. Jest wściekła i każdy już może się domyślić dlaczego. Serio nie chce jej robić przykrości, ale jednak to moja decyzja i tu nie chodzi tylko o Leóna. Słyszałam również, że Ann też się dostała i musiałabym z nią współpracować, chyba prędzej bym skoczyła z ostatniego możliwego piętra niż współżyć razem z tą kobietą. 
    Podchodzę do Luśki z wielkim bananem na ustach, czuje wewnętrzne szczęście przez to że uwolniłam się z kolejnego obowiązku. Dziewczyna gdy tylko widzi mój humor jest coraz bardziej wściekła, ona też musi mi coś wytłumaczyć.
      - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że León tu przyjedzie? Co to była za tajemnica?- Staram się opanować, nie chce się z nią pokłócić, bardzo mi na niej zależy i strata dwóch najważniejszych dla mnie osób będzie dla mnie katorgą.
       - Gdybyś wiedziała byłabyś na mnie zła.- Podnoszę jedną brew do góry, w sumie to jego decyzja gdzie jeździ, ale jeżeli już ona to wiedziała to czemu mi nie powiedziała?!
      - Skąd wiesz?
      - Bo sama go tu sprowadziłam!- Krzyczy na mnie a ja wzdycham. Czemu ona wszystko chce jeszcze bardziej komplikować, León wyraził swoje uczucia i muszę się pogodzić z jego decyzją chodź nadal mam teraz dziwne uczucia co do tego co wydarzyło się rano, wydawał się normalny. Taki jak zawsze, chodź może był bardziej smutny, jego twarz wyrażała wielki smutek i coś czego jeszcze nie mogłam rozszyfrować, ale pewnie był wściekły.- Najpierw powiedź mi czy właśnie przed chwilą zrezygnowałaś?- Mówi i łapie moje dłonie, wydaje się jakby chciała, żebym głośno i wyraźnie powiedziała Nie ale każdy z nas wie jaka jest odpowiedź i ona również jest tego pewna.
      - Tak.- Krótko odpowiadam ona tylko siada na schodku, szuka czegoś w torebce i wyciąga szluga, patrze na nią jak na jakąś idiotkę. Wyrywam jej papierosa z ręki a ona przewraca oczami. Kiedy ona zaczęła palić i dlaczego?!- Skąd to masz!?- Krzyczę.
      - Federico ma i mu trochę zabrałam.- Próbuje mi zabrać przedmiot tysiąca substancji rakotwórczych, nie chce żeby skończyła tak jak ja, nie może i jej nie pozwolę. Szybko zabrałam jej torebkę a ona na mnie spojrzała wzrokiem proszę nie. Wyjęłam całą paczkę z jej torby i spojrzałam wrogim wzrokiem na przyjaciółkę, jak ona może to robić! Przecież to jest żałosne! Wyrzucam paczkę do kosza i rzucam w nią torebką. Siadam koło niej. Czuje tą nietypową atmosferę, która oznacza że oboje jesteśmy wściekłe i byśmy się poszarpały, ale żadna nie ma siły.- Przepraszam, to było silniejsze ode mnie, obiecuje że już nigdy więcej.- Mówi i opiera głowę na moim ramieniu.
      - Dobrze.- Odpowiadam i obejmuje ją. Siedzimy tak chwilę i patrzymy na całe miasto. Musimy wracać do domu i tak już tu nie muszę być. León, właśnie León."Spotkaj się ze mną jutro" Jutro muszę jechać do domu przykro mi bardzo.
      - Serio nie chodziło tylko o Leóna?- Wyrywa mnie Ludmiła z rozmyślań, przytakuje tak było.- Pamiętaj mimo wszystko nie uszanuje tej decyzji, ale gdybyś chciała tam wrócić to ci pomogę.- Zaśmiała się na koniec, ja również. Całkiem ją rozumiem, może mieć swoje zdanie. Co do Leóna? León i ja to chyba było wyraźnie mówione, to koniec.

~*~

    Otwieram lodówkę hotelową i widzie w niej resztkę wody, niestety zostaje mi ona wyrwana i wypita przez Lusie. Wzdycham a ona wzrusza ramionami.
      - Idę do sklepu chcesz coś?- Biorę torebkę do ręki i patrzę na przyjaciółkę ona tylko otwiera szerzej oczy i macha głową na tak.
      - Kup chipsy, batoniki i ogórka.- Może jednak lekarz się pomylił, jak można nie być w ciąży a mieć ochotę na... batoniki i ogórki. Chyba, że jest przed okresem to całkiem ją rozumiem. Uśmiecham się do niej i wychodzę przed zamknięciem drzwi słyszę jeszcze ciche "kup coś jeszcze słodkiego" i kieruje się do windy. Wciskam właściwy przycisk i gdy jestem na dole mój telefon zaczyna dzwonić, moja chwila nie uwagi i czuje jak na kogoś wpadam a mój telefon ląduje na ziemi. Nie mówiąc o tym, że ja razem z nim. Przymykam oczy i gdy już upadam silne ramiona łapią moje kruche ciało. Przede mną stoi Verdas, a bardziej to właśnie klęczy i mnie trzyma. Przewracam oczami i wstaje próbuje odejść gdy naglę chłopak łapie moje dłonie a ja patrze w jego oczy. Wydają się tajemniczo smutne. 
      - Poradziłabym sobie.- Poprawiam moją sukienkę a on wzdycha. 
      - Zrezygnowałaś?- Zmienia temat a ja uśmiecham się szeroko on tylko czeka na odpowiedź. Moje uczucia są w tym momencie bardzo dziwnie. Przy nim czuje się tak wspaniale jednak gdy przypominam sobie o wszystkim moje serce zostaje przecinane przez miliony noży.
      - W sumie co cie to obchodzi co?!- Krzyczę mu w twarz.- Jeżeli mam o tobie zapomnieć to co ty tu do cholery robisz?!- Krzyczę.
      - Nie będziesz musiała mi mówić co mam robić i gdzie mogę być! Każdy popełnia błędy!- Krzyczy mi prosto w twarz a ja zastanawiam się o co mu może chodzić.
      - To masz moją odpowiedź, zrezygnowałam i co teraz? Co zrobisz z tą informacją?! Pójdziesz do Ann i jej wszystko powiesz?!- Czuje, że moje ciało robi się jak z waty a oczy chcą wypuścić masę wody na powierzchnie. Mój głos zaczyna się łamać lecz próbuje jakoś nie dać rady się załamać.- Zostaw mnie, bo tak tylko mnie ranisz.- Syczę i odchodzę od niego. Czuje jak łzy coraz bardziej proszą o wydostanie się, że aż w końcu nie dałam rady i już czułam jak na moich policzkach spływa woda strumieniami. Usiadłam na jedną z ławek by chwilę się uspokoić. Całkiem zapomniałam o moim telefonie, zaczęłam go szukać oraz rozglądać się gdzieś za nim. Niestety nigdzie już go nie widziałam. Westchnęłam zrezygnowana i postanowiłam iść do sklepu oraz wrócić do hotelu.

    Postawiłam zakupy na stoliku i z hukiem położyłam się na łóżko. Zaczęłam uderzać pięściami w miękką pościel oraz drzeć się do jej środka. Jestem zła, smutna i nie wiem co jeszcze określa to co właśnie robię. Chyba czuje coś takiego, dziwnego. Niby nienawiść a jednak czuje coś takiego... co bardzo mi się podoba. Czasem zastanawiam się czy Verdas może mi się... nie stop. Czuje nienawiść do jego osoby i wielki smutek!
    Do pokoju wchodzi Lu i ociera ręcznikiem o kosmyki włosów. Wygląda całkiem dziwnie gdy zauważa mnie wydzierającą się do łóżka.
      - Co się stało? Bijesz to łóżko jakby pochłonęło ci ulubionego misia.- Żartuje a ja mrożę ją wzrokiem.
      - Ha-Ha bardzo śmiesznie.- Mówię sarkastycznie na co dziewczyna się uśmiecha.- Pokłóciłam się z Leónem, znów.- Kobieta podnosi brew do góry.
      - Pogodziliście się już i znów się pokłóciliście?
      - Nie, nie, nie. To nie tak. Kłócimy się jeszcze bardziej a ja się boje, że chyba coś do niego czuje. Lu to dziwne uczucie a jednak nie chce się w nim zakochać.- Mówię kolejny raz opadając na łóżko. Czy tylko ja popełniam tak durne błędy, że mówię takie rzeczy o chłopaku o którym powinnam zapomnieć i go znienawidzić?
      - To bardzo dobrze.- Piszczy.- On też cię kocha.- Gdy to powiedziała po moim ciele przeszedł przyjemny prąd. Nie mogę się w nim zakochać, to jakieś urojenia. Tak nie może być.
      - Właśnie, że nie. Nie chce z nim być, jest podły.- Znów wstaje i siadam w siadzie skrzyżnym, łapie się za głowę i ruszam nią w wszystkie strony.- Nie mogę być zakochana w kimś kto na to nie zasługuje, Lu on mnie zranił!- Dodaje po chwili nadal patrząc na moje kolana.
      - Musisz z nim pogadać, on nie zrobił tego celowo. On bardzo cię lubi. On cię lubi lubi, Vilu to nie tak jak ci się wydaje.- Mówi a ja patrze na jej spojówki.- Nic ci nie mogę powiedzieć gdyż to on powinien ci wszystko wytłumaczyć.- Wzdycham i z wielki zażenowaniem opadam na łóżko. To wszystko jest takie żałosne.

    Słyszę lekkie pukanie do drzwi. Wzruszam ramionami i podchodzę do drzwi. Rozglądam się po pomieszczeniu i słychać chrapanie Lu. Patrze w dół na mój szary dres z nike i boję się, że może to być ktoś z redakcji a ja będę wyglądać jak anty modelka plus odgłosy w tle.
    Otwieram drzwi i widzę przystojną twarz chłopaka. Wzdycham i zamykam drzwi. Słyszę ciche "posłuchaj" i blokadę drzwi nogą. Przewracam oczami i rozszerzam drzwi.
      - Masz 10 minut.- Przewracam nogę na nogę i patrze na moje paznokcie. Chyba wybiorę się do kosmetyczki po raz pierwszy zamiast sama się z nimi męczyć. Chłopak dotyka mojego podbródka bym na niego spojrzała. Wytrącam jego rękę i patrze na niego jak na gnojka.- Co ty robisz? O co ci do cholery chodzi?- Mówię po tym co przed chwilą doświadczyłam. W skrócie ciarki i dziwne krążenie krwi co mnie denerwuje.
      - Nie chce tak, nie chce się znów z tobą kłócić. Violetta chcę porozmawiać o tym wszystkim.- Macham mu na pożegnanie, ten łapie mnie za rękę.- Violetta popełniłem błąd ja wiem, ale wysłuchaj mnie. Ja nie wiem jak to się stało i jak mogłem zaufać Ann i poddać się jej a odwrócić się od siebie.- W jego oczach widać coś co mnie bardzo uderza w serce. Jest smutny, bardzo smutny.- Przepraszam cię, to wszystko nie wyszło tak jak chciałem. Violetta ja nie wiem... Ja nie wiem czy cię...- Otwieram oczy szerzej by mógł dokończyć.- Nie to nie ma sensu.- Szepcze i puszka moje ręce.
      - Nie, León poczekaj.- Podbiegam do niego i mocno wbijam się w jego usta. Chłopak oddaje pocałunek, co mało powiedziane pogłębia go a ja czuje się jak na chmurce. Na lekkiej, miękkiej chmurce która trzyma nas w powietrzu. Sama nie wiem co mną kierowało, powinnam być inna wredna i podła a coś we mnie wstąpiło, a to uczucie jest nie zastąpione.
      - Ogólnie to przyszedłem oddać ci telefon, ale jeżeli tak.- Powiedział po skończonym pocałunku, uśmiechną się szeroko i kolejny raz wbił się w moje malinowe usta. Kolejny raz odleciałam. Lekko się uśmiechnęłam, gdyż on zawsze w każdej sytuacji jest śmieszkiem. On odwzajemnia uśmiech, bo to czuje po chwili czuje jak mnie coraz bardziej przyciąga do siebie. Moja talia opiera się o jego tors przez co czuje jak jeszcze bardziej mnie to porusza, miejsce na plecach w którym mnie przyciąga rozgrzewa się do czerwoności a ja chyba właśnie faktycznie stałam się aniołem.

~~~~~~~~~~~~~~
Nie za długi, ale końcówka bardzo długo wyczekiwana.
Violka jeszcze nie odpuści tego, to taki dopiero nowy początek.
Ale macie Leonatte! Jak na razie nie chce ich rozdzielać; co z tego, że nie są jeszcze razem xd
Nie mam pomysłu na kłótnie; wiecie jak to było ostatnio.
Rozdział poza ostatnim akapitem okropny! xd
Dziękuję za 50k wyświetleń jesteście wielcy!
Za to piszcie co chcecie.
Np: konkurs, os...
Kocham was, Rosee.
(Proszę skomentuj ten rozdział jak czytasz nawet kropką
to bardzo mnie motywuje oraz uświadamia, że ktoś to czyta)
Kolejny rozdział?
28 komentarzy (Spróbujemy?)

piątek, 27 maja 2016

021: Przeze mnie.


 
"A najgorsza jest świadomość, 
że mogło nam się udać"


    Wysiadam z samolotu i śmieje się z przyjaciółki, wygląda strasznie śmiesznie. Wiem tylko, że coś przede mną ukrywa, ciągle do kogoś dzwoni lub piszę, a gdy już to robi odchodzi ode mnie chociaż na kilometr idzie do toalety lub jest wściekła. Czekamy na walizki, dziewczyna piszczy gdy widzi swoją a mojej nadal nie ma. Czekamy już z 10 minut na moją walizkę aż w końcu pojawiają się już nowe, razem z Lu nie wiemy co robić. Podchodzimy do obsługi i dowiadujemy się, że jutro walizkę mi powinni przywieść. Kierujemy się do taksówki, przed tym oczywiście Lu odeszła i zaczęła się drzeć do telefonu, dlaczego nie chce mi powiedzieć o co chodzi? Wsiadam do taksówki i proszę jeszcze poczekać chwilkę na przyjaciółkę. Po pięciu minutach w końcu wsiada do środka i coś piszczy pod nosem.
      - Z kim gadałaś? Stało się coś?- Pytam a ona mrozi mnie wzrokiem.
      - Ty się weź martw swoją walizką.- Prycha mi w twarz a ja podnoszę ręce w geście obrony. Jest wściekła, nie będę wypytywać. Może Federico się dowiedział, że wcale nie jest w ciąży i jej teraz dramatyzuje. Odwracam wzrok i patrzę przez okno na przebijające się słońce przez chmury. Wyciągam z torebki list od Victorii Secret i trę kciukiem o papier, pojęłam decyzję i nikt oraz nic nie może jej zmienić. Nie chce nic mówić Lu, że mimo wszystko z tego rezygnuje, obiecałam jej że poważnie nad tym pomyślę i jestem pewna mojego wyboru co do modelingu. Nie interesuje mnie to już, nie chce robić czegoś na siłę lub czegoś co mnie dołuje. Nie mam ochoty, czasu ani chęci. Trudno, na razie muszę zająć się nauką którą bardzo zaniedbałam i w tym momencie jeszcze plączę w to przyjaciółkę, która opuści parę dni w szkole. Nie będzie to strasznie dużo dni, bo gdy tylko zrezygnuje wrócimy do domu. 
    Po paru minutach jesteśmy już pod hotelem, w którym byłam z nim. Powinnam już dawno zapomnieć; tak jak mi kazał, ale ja po prostu nie umiem zapomnieć. Zawsze o nim myślałam i zawsze myśleć będę, czuje się jak jakaś słaba lalka na raz. Zostałam kupiona tylko po to, żeby rzucono mnie w kąt. Czuje się podobnie jak wyżuta guma owocowa, która straciła smak. Czy serio jestem tak ułomna czy to jakiś sen. Skoro był dla mnie dobry to teraz się mści przez co będę miała kłopoty. Sama nie wiem czy mam się bać. Gdy tylko o tym myślę czuje dziwne ukucie w sercu, jest takie jak doczepianie igiełki do poduszki w której się je trzyma, z każdą kolejną igłą ukucie staje się coraz bardziej bolesne a czas wcale nie leczy ran, wiem że to dopiero parę dni po całym "zapomnij o mnie" lecz boli mnie to, że tak bardzo się oddaliliśmy. Z każdym dniem zastanawiam się gdzie popełniłam błąd, przecież zawsze próbowałam być dla niego... Kimś... Kogo mógłby pokochać. Dziś sama nie wiem czy darze do niego uczucie przyjaźni. Owszem czuje wielką nienawiść, ale jednak ... miłość (?) czy ja mogę czuć coś bardziej niż przyjaźń do niego? Jednak wiem, że w tym momencie moje szanse na bycie z nim szczęśliwą jest 1% na nieskończoność. Niby jest jeden procent nadziei, ale czy jednak będzie pragną bym "przypomnij se o mnie"? Nie wiem, teraz muszę zaopiekować się sercem by wyleczyło rany pozostawione po Leónie, muszę przestać myśleć o nim, muszę zająć się czymś innym.
    Rzucam torebką w kąt i kładę się na łóżku. Już jutro wszystko będzie załatwione. Lu oczywiście znów poszła z kimś pogadać a ja znów zostałam sama w wielkim widokiem na miasto. Wstałam z łóżka i podeszłam do wielkiego okna. Dotknęłam szkło opuszkami i spojrzałam na śpieszących się gdzieś ludzi, rozmawiających ze sobą psów, których z tego piętra nie słychać. Świat wydaje się taki prosty, jednak zawsze po pewnym czasie jest najtrudniejszą przeszkodą. Życie jednak to coś co nas po części zabija, z każdym dniem stajemy się bliżsi śmierci oraz po dwóch dniach śmiechu tydzień jest smutku, czy świat polega tylko na cierpieniu, płaceniu za szczęście?
    Do pokoju wchodzi Lu i piszczy z zachwytu. Czasem żałuje, że nie jest w ciąży, zapewnię by teraz nie skakała na łóżku i krzyczała jaki to mamy zajebisty pokój. Patrze na nią trochę dziwnym wzrokiem, nic mi nie mówi cały dzień, ukrywa coś a gdy jest wściekła po chwili tryska radością; czy przed chwilą mówiłam o czymś takim? Za dwie minuty ktoś zadzwoni i wróci zapłakana, będzie tak przez godzinę bo musi odrobić pięć minut szczęścia, czy to serio nie jest żałosne? Dlaczego tak skonstruowany jest świat? Po chwili z jej telefonu wydobywa się dzwięk SMS'a a ja szybko podbiegam do jej telefonu, niestety nie zdążam przeczytać treści, bo blondynka wyrywa mi aparat z ręki. Lecz nie wiem czy dobrze, zauważyłam czy w nazwie był León? Dlaczego z nim pisze?
      - Piszesz z Leónem?- Pytam gdy ta wygląda na dość zadowoloną; może pomyliłam się z tym smutkiem, chodź może w niektórych przypadkach jest inaczej?
      - Chyba cię coś pogięło, przecież to dupek.- Mówi a ja podnoszę jedną brew do góry, może faktycznie się przewidziałam. Usiadłam na łóżku a przyjaciółka wzięła swoją torebkę. Znów spojrzałam na nią pytająco.
      - Idziesz gdzieś?
      - Na spotkanie z... kolegą?- Mówi. A ja kolejny raz podnoszę brew, ona kłamie!- Nie twój interes.- Albo ma okres. Trzaska za sobą drzwiami a ja opadam na poduszkę. Proszę niech ktoś mnie zbawi, chociaż mi pomoże.

~*~

    Cicho przechodzę do drzwi naszego pokoju i naciskam na klamkę. Nie chce obudzić Luśki, muszę szybko załatwić sprawę z agencją niż ona się dowie. Gdy tylko zamykam drzwi biegnę do windy i naciskam przycisk na sam dół. Wzdycham zadowolenia. Jestem już praktycznie nie zagrożona, muszę odzyskać jeszcze moją walizkę i możemy wracać z tego wstrętnego miasta; nie że mi się nie podoba, bo jest ... mega, jednak jest coś co mnie męczy- León. Odpowiedź na wszystkie moje zmartwienia- León. 
    Po drodze wchodzę jeszcze do Starbucksa i kupuje hibiskusa z ciastkiem, no co? Nie jadłam śniadania a jest 12, Lu długo śpi. Szybko zjadam oraz wypijam posiłek i wychodzę, szybko poszło nic mnie nie zatrzymuje. Przed samą agencją uśmiecham się szeroko do siebie, idę szybszym krokiem gdy naglę wpadam na kogoś. Czuje, że lecę na ziemię więc zamykam szybko oczy, oczywiście tak jak przy naszym "pierwszym" spotkaniu z Leónem, zostałam złapana; znów pakuje się w tarapaty. Gdy otwieram oczy widzę znajomą mi twarz, nie chce w to wierzyć więc przecieram oczy i nadal go widzę. Chłopak stawia mnie na nogi a ja kolejny raz przecieram oczy, to nie może być prawda! Co on tu robi, chce dalej wmawiać mi jaka to ja zła i że muszę o nim zapomnieć. Przecież taki był plan.
      - Nie chce z tobą rozmawiać, jeżeli mam zapomnieć to zejdź mi z drogi.- Próbuje go wyminąć co mi nie wychodzi, łapie za moje ramie co pozostawia mnie w osłupieniu. Serio, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Dopiero teraz dotarło mnie kto był tajemniczym rozmówcą Lu; okłamała mnie!
      - Jeżeli to przeze mnie chcesz zrezygnować z kariery to proszę nie rób tego.- Zaczynam się śmiać. Palant, myśli że to przez niego. Nie obchodzi mnie moda! Nie interesuje mnie to już! 
      - Jak ty nie masz z tym nic wspólnego, mogę już iść?- Znów próbuje to zrobić, co zrobię że chłopak jest ode mnie o 100 razy silniejszy. Jest po prostu za bardzo wysportowany, co go tak... Stop, proszę miałam zapomnieć. Tym razem on prycha.
      - To w takim razie jaki jest powód twojej rezygnacji, Violetta to nie jest mądra decyzja.- Łapie nie za ramiona. 
      - W ogóle za kogo ty się masz!- Krzyczę mu w twarz.- Najpierw pragniesz, żebym o tobie zapomniała a potem mnie śledzisz? Właśnie, ja już zapomniałam to teraz ty zapomnij!- Czuje jak do moich oczu nalewa się stado kropli. Chłopak to widzi i szybko mnie do siebie przyciska przez co muszę się do niego przytulić, w sumie dobrze mi tu; jednak wygoniono mnie stąd. 
      - Violetta, przepraszam. Wszystko ci wytłumaczę, jednak to nie rozmowa na teraz. Proszę nie rezygnuj.- Odrywamy się od siebie a ja wycieram łzy, ruszam głową na nie. 
      - León, podjęłam już decyzję, nie interesuje mnie to. Proszę daj mi żyć tak jak chce.- Chłopak ma tak zmartwione oczy co mnie coraz bardziej martwi i zostawia w kropce. Laska aka Anna by na niego już dawno wskoczyła, mądra dziewczyna by nie wybaczyła, a ja? Ja jestem pomiędzy nie wiem czy mu ufam czy nie i to jest najgorsze.
      - Violetta posłuchaj, spotkaj się ze mną jutro. Wszystko ci wyjaśnię a teraz powiedź mi prawdę czy to ja jestem powodem rezygnacji, proszę powiedź mi.- Łapie za moje ręce a ja czuje przyjemne mrowienie w ręku, to jest takie przyjemne.- Napiszę do ciebie. Błagam zastanów się.- Mówi a ja przymykam oczy, postanowiłam, chce odejść nic nie zmienię.
      - Po części jesteś, jednak bardziej jest to powód tego, że nie interesuje mnie to. Nie chce robić czegoś na siłę.- Odpowiadam godnie z prawdą.- Dobrze, ale ja już podjęłam decyzję serio León, nie trzymaj mnie.- Mówię i całuje go w policzek, to impuls to było większe ode mnie. Ominęłam go zwinnie i ruszyłam ku środku agencji. To koniec mojej kariery, która nawet nie miała okazji się zacząć. 
    Weszłam do pomieszczenia i promienne uśmiechy od razu zalały moją twarz. Podeszłam do recepcji szybko odpowiedziano gdzie mam iść, tak bardzo tego pragnęłam dziś jestem pewna, że to nie ma dla mnie przyszłości. Zapukałam do drzwi kobiety, która tak bardzo chciała, żebym tu była. Gdy tylko mnie zobaczyła mocno mnie uściskała. 
      - To jak zaczynamy? Już jutro możesz mieć sesję, co ty na to?- Mówi a ja uśmiecham się sztucznie, chyba to zauważyła.- Co się stało?- Pyta, kobieta mimo wszystkiego stała mi się dość bliska. Często z nią rozmawiałam, chodź było to coś w stylu czy dobrze i jak tam. 
      - Odmawiam współpracy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział jak zawsze... krótki.
Wiem, zawsze wam to mówię, ale co zrobię tyle ile chce to mieszczę jakość w małej ilości słów. 
Może muszę bardziej nad uczuciami popracować. xd
Możecie mnie zabić za V, która tak przeżywa w tym rozdziale xd
A co do komentarzy to już nie będę was do niczego zmuszać...

Kocham was, Rosee.
(Proszę skomentuj ten rozdział jak czytasz nawet kropką
to bardzo mnie motywuje oraz uświadamia, że ktoś to czyta)
Kolejny rozdział?
26 komentarzy.

piątek, 20 maja 2016

020: Za późno.

"Może oboje zakochaliśmy
się w sowich złudzeniach?"


    Budzi mnie dzwoniący telefon na stoliku nocnym, ciekawy jestem kto o tej godzinie chce ode mnie czegoś ważnego. Patrze na zegarek, szósta rano. Jest niedziela dlaczego w takie dni mam budzić się wyjątkowo rano? Nie mam siły nawet na złapanie oddechu a co na złapanie telefonu. W końcu biorę go do ręki i widzę na nim zdjęcie Ludmiły oraz jej numer. Czego ona może ode mnie chcieć, no tak Violetta. Nie mam zamiaru z nią gadać. 
      - Czego chcesz?- Mówię oschle, nie chce zadawać się z przyjaciółką osoby, o której pragnę teraz zapomnieć. 
      - Dziś. Kawiarnia. Starbucks. Koło Galerii. 8 rano. Masz być bo jak nie to przyjdę do ciebie. Bardzo ważne.- Mówi i się rozłącza. Przecieram oczy, te jej krótkie zdania wydają się serio dziwne i podejrzane. Bardzo ważne może oznaczać problem z Violettą. Ja mam teraz problem z zapomnieniu o niej. W sumie łatwa sprawa dlaczego chce, żeby między nami nic nie było. Prosiłem, żeby nie zbliżała się do Alexa niestety chyba się z nim zaprzyjaźniła. Nie chodzi tu o zazdrość; chodź też tu występuje. Prosiłem tyle razy, żeby przestała się z nim przyjaźnić i zadawać, chłopak jest podły. Niestety doszły mnie słuchy, że Vilu łączą już nie tylko przyjacielskie z nim więzi, w takim razie nie chce mieć problemów. To prawda powinienem jej chronić, ale gdy zawsze chce jej powiedzieć to co czuje coś musi stanąć na drodze. Mam dość po prostu. A Alex doprowadzi do jeszcze większej porażki, mam nadzieje że Vilu sobie szybko to uświadomi. Jesteśmy jeszcze dziećmi. 
    W sumie sam nie wiem czemu tam idę. Chyba po prostu nie mam wyboru. Ubieram się w zwykły biały t-shirt założony na to niebieska bejsbolówka, zwykłe czarne spodnie oraz białe buty z nike. Układam jeszcze grzywkę i idę zjeść śniadanie. Na dole oczywiście spotykam ojca, który zaraz idzie do pracy, pracuje codziennie w tym w swoim wieżowcu. Posyła mi dziwny uśmiech i bierze kubek, wlewa ciepłej wody by zalać kawę.
      - Co tak wcześnie tu robisz?- Pyta.- Zazwyczaj śpisz do 12.- Mrożę go wzrokiem, nie mam ochoty na rozmowy z ojcem. 
      - Idę na spotkanie z kolegą.- Wzruszam ramionami jakby było to coś zwykle normalnego.
      - O tej porze?
      - Tak, a w czym problem?- Mówię a on nic już nie odpowiada, wychodzi z kuchni i bierze swoją torbę. Zmienił się i to bardzo po śmierci matki, trudno przynajmniej czasem jest jak ojciec a nie ktoś kto widzi we mnie tylko same wady. Radze sobie. 
     - Ładniej ozywaj się do ojca, idę do pracy. Cześć.- Mówi i wychodzi. Przewracam oczy i robię sobie kanapkę. Kocham go ale jednak jest coś przez co go nie akceptuje. Nie chce o nim myśleć wole zastanawiać się o co chodzi Lu niż myśleć o ojcu. 
    Gotowy patrze czy wszystko zrobiłem i wsadzam telefon do tylnej kieszeni w spodniach. Patrze na dom Violetty, wygląda nadzwyczajnie jednak zawsze ciągnie mnie, żeby tam podejść i ją zobaczyć. Jak się ma czy wszystko dobrze. Jednak w tym momencie zdałem sobie sprawę, że nie pasujemy do siebie tyle. 
    Siadam przy wolnym stoliku i czekam na przyjaciółkę Violetty. Przyszedłem jak zawsze pierwszy, pięć minut wcześniej. Oczywiście dziewczyna pojawia się również trochę szybciej. Teraz może mówić o co chodzi.
      - Jak się domyślasz chodzi o Violettę.- I po co ja tu przychodziłem, wytłumaczy mi to ktoś?- Ale nie chodzi mi o to, żebyście się godzili chodź też mógłbyś wytłumaczyć powód przez który ona teraz cierpi. Dochodząc do rzeczy, Violetta chce zrezygnować z VS z twojego powodu, nie wiem czy wiesz ale ostatnio znów była w szpitalu i nie wiem czy do cholery wiesz, że to przez ciebie. Zrozum, nie wiem co się stało, ale ona bardzo cierpi, traci wielką szanse którą marnuje przez ciebie. Bycie modelką dla takiej agencji to nie byle wyczyn. Chłopie pomóż mi żeby ona z tego nie rezygnowała.- Mówi wściekle. Jestem w tej chwili zły na siebie, mam chyba jebane wyrzuty sumienia. Jednak co mam zrobić gdyż kobieta wybrała Alexa i najwyraźniej z nim dogaduje się lepiej.
      - A ona nie spotyka się z Alexem?- Próbuje by wytłumaczyła mi całą sytuacje, którą słyszałem od Ann.
      - Jakim Alexem?- Kobieta podnosi jedną brew, czy ona nic nie wie o Alexie? 
      - Chłopak Violetty.- Dziewczyna prycha i zaczyna się śmiać. Patrze na nią dziwnym wzrokiem, wydaje się bardzo rozśmieszona a ja zastanawiam się czy nie mam jakiegoś pryszcza na twarzy gdyż nie jestem pewny czy śmieje się z moich słów czy właśnie z pryszcza.  
      - Nie mam pojęcia kto nagadał ci takich głupstw, ale Violetta po pierwsze nie ma chłopaka a po drugie był na chwile na naszym piżama party i Violetta nie chciała go nawet wpuścić. Dlatego z nią zerwałeś kontakt, bo jesteś zazdrosny. León proszę powiedź, że to głupi żart.- Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że Ann jest faktycznie podła. Dałem się wrobić i teraz usłyszałem jak głupi byłem w związku co o Violettę. Kurwa; jedyne słowo które określa moje teraźniejsze zachowanie. Jestem dziecinny; i bardzo zazdrosny i trochę żałosny; nawet trochę bardzo.
      - Jak mam niby to naprawić, jak jej powiem, że jestem zazdrosny wyśmieje mnie.- Dziewczyna zaczyna się uśmiechać najszerzej jak może. Patrze na nią jak na idiotkę.
      - Chcesz się z nią pogodzić?- Piszczy, jestem żałosny. Parę dni po wyznaniu jej, że ma o mnie zapomnieć z walniętej zazdrości chce ją prosić o wybaczenie. Muszę się postarać, dziewczyna nie jest głupia. Ale najpierw porządnie pogadam z Ann, nie może mnie z nią już nic łączyć, bo jedyne co chciała to tylko skłócenie mnie z V. Co prawda muszę jeszcze Vilu wytłumaczyć, że Alex coś kręci, ale jak na razie muszę ją odzyskać.
     - Zrobiłem to pod wpływem emocji.- Wzdycham mówiąc. Mam nadzieje, że nic jej nie powie, chce coś przygotować. Dziewczyna jest wyjątkowa, nie ma takiej innej Violetty na świecie. Problem będzie tylko gdy mi nie wybaczy. Zachowuje się gorzej niż kobieta w ciąży lub przed i w trakcie okresu.
      - Dziś o 12 lecimy do USA, możesz się pojawić na lotnisku i zamiast mnie pojechać tam z Violettą. Jeżeli się nie pojawisz, zrozumiem że po prostu mnie oszukujesz.- Przytakuje, muszę się pojawić tylko najpierw pogadam z Ann.
      - O to się nie martw, muszę już lecieć.- Kładę pieniądze na stolik i żegnam się z kobietą. Czas naprawić wszystko co zjebałem. Piszę szybko SMS'a z prośbą spotkania się z Ann. Muszę jej wszystko bardzo łatwo wytłumaczyć, najpierw się spakuje i potem się z nią spotkam. Wręcz natychmiastowo dostaje wiadomość z zgodą na spotkanie dziś o 11 w kawiarni. Ryzykuje wiem, jednak wiem że nie zdążę dojść w 10 minut do domu zwłaszcza, że muszę jeszcze znaleźć walizkę i się spakować. Coraz bardziej zachowuje się jak baba przez to, że brak mi najważniejszej z tej płci pięknej. Violetty Castillo.

    Wkładam jeszcze tylko jedną parę skarpetek do walizki i rozglądam się czy wszystko wzięte. Jest godzina 10:30 oczywiście naoglądałem się jeszcze w jakimś serialu przez niewiadomą mi przyczynę. Muszę się sprężać. Biorę jeszcze bagaż podręczny i wkładam go do bagażnika. Zapomniałem napisać ojcu, że wyjeżdżam. Lecę szybko do domu i wyciągam jakąś karteczkę, piszę na niej krótkie "Wrócę za parę dni" i wychodzę. Zamykam drzwi samochodu i widzę jak Lu wchodzi z walizką do domu V. Odpalam silnik i ruszam w stronę kawiarni, w której umówiłem się z Ann. Jadę dość szybko nie chce się spóźnić co byłoby największym pechem w moim życiu. Gdy jestem na miejscu Ann siedzi już na miejscu. Gdy tylko mnie zobaczyła wstała i mocno mnie objęła, zrobiłem tak jak z osobą, którą nie powinienem; z Violettą, nie oddałem uścisku. Kobieta dziwnie na mnie popatrzała, wyglądała jakby nic nie wiedziała dziś się dowie co o niej myślę. Siadam naprzeciwko niej i patrze na te jej okropną twarz.
      - Po co chciałeś się spotkać?- Pyta zwracając wzrok na swoje okropne, zielone paznokcie. Czy ona się w ogóle zna na modzie? Prycham na jej słowa co powoduje wzrok na moich oczach. Nikt nie patrzy na mnie tak jak Violetta, zwłaszcza Ann, gdy skupia na mnie wzrok znosi mnie na wymioty.
      - Jesteś suką.- Mówię krótko a ona otwiera szerzej oczy. Jest zdziwiona na moją odpowiedź, ostatnio bardzo się dobrze dogadywaliśmy więc nie dziwie się, że jest zdziwiona. Jej mina jest na tyle śmieszna, że powstrzymuje się od śmiechu.- Zacząłem ci ufać a ty mnie po prostu wykorzystałaś, Ann nie tłumacz się, ale przegrałaś. Przegrałaś przez twoje zasrane ego egoistki. Jesteś podła wiesz, nie spotykajmy się już. Nie chce cię znać, jesteś podłą suką.- Dogryzam jej a w jej oczach można zauważyć krople płaczu, uśmiecham się pod nosem gdy je widzę.- Nie udawaj, Violetta przez ciebie wylądowała w szpitalu, jesteś kurwa jebaną suka!- Krzyczę i wstaje. Nie zwracam uwagi na innych ludzi, mam wywalone na innych. To co ona zrobiła nie usprawiedliwi niczego. Skłamała na temat Violetty a ja jej po prostu uwierzyłem.
      - León, poczekaj ja ci wytłumaczę wszystko.- Łapie moje ramię, czuje jak moja żyła na szyi pulsuje, czuje się mega wkurwiony. Chętnie bym ją udusił. Zdejmuje jej rękę z mojej i patrze w jej kłamliwe oczy.
      - Nic nie usprawiedliwi tego kim jesteś, zastanów się kim jesteś a nie psuj innym życia. Jesteś podłą suką. Zmieniam numer, więc nawet nie próbuj go znaleźć. Jeżeli coś zrobisz Violettcie obiecuje, że cię zabije. Masz moje słowo.- Mówię i odchodzę. Zostawiam ją oszołomioną na środku lokaju. Mam dość podłości innych. Kłamstw i tych wszystkich kłamstw. Wsiadam do samochodu. 10:50. Kurwa, nie mam czasu. Włączam silnik i jadę z piskiem opon na lotnisko. Muszę zdążyć. Wyprzedzam każdy samochód oraz jadę na czerwonym świetle, w dupie mam wszystkich policjantów oraz kar. Nie mogę teraz tego tak spieprzyć. Naglę słyszę nadjeżdżająca na sygnale policje. Uderzam w kierownice pięścią i klnę pod nosem. Staje na poboczu, proszę szybko.
      - Gdzie się pan tak spieszy?- Pyta a ja podaję prawo jazdy. Przewracam oczami.
      - Na lotnisko?- Mówię a facet się na mnie dziwnie patrzy.- Przepraszam, jestem zdenerwowany.- Mówię chodź chętnie bym mu wygarną lub w ogóle się nie zatrzymywał.
     - Niech Pan jedzie, tylko ostrożniej.- Oddaje mi prawo jazdy. A ja dziękuje i ruszam. Próbuje jechać zgodnie z przepisami, ale gdy tylko widzę, że mam jeszcze dosłownie minutę ruszam kolejny raz szybciej.
    W końcu dojeżdżam na lotnisko a mój telefon piszczy od SMS'ów od Lu. Szybko je przeglądam i wyciągam walizkę. Pięć minut spóźnienia, błagam niech wpuszczą mnie na teren przylotów. Wchodzę i szukam napisu miejsca gdzie mam lecieć. Niestety nigdzie go nie ma a ja uderzam w walizkę pięścią. Wybieram numer Ferro i ledwo co wytrzymuje z nerwów. W końcu zauważam, że mam kolejny samolot za 6 godzin. Otwieram szerzej oczy i naglę słyszę głos dziewczyny.
      - I gdzie ty do cholery jesteś!?- Piszczy do słuchawki.
      - Za późno.- Mówię.- Spóźniłem się, lecę za 6 godzin. Błagam, proś ją by z tego nie rezygnowała.- Mówię nadal zdenerwowany.
      - Jasne Panie Leónie.- Chichocze dziewczyna a ja jeszcze bardziej się wściekam.
      - Nie graj mi na nerwach.- Dziewczyna się zaczyna śmiać a potem słyszę ten głos wołający Lu. Dziewczyna szybko się żegna i rozłącza a ja maszeruje do kasy kupić bilet na lot do USA.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zabijcie mnie za powód przez, który León chciał zerwać z nią kontakty. 
Przecież to jakiś banał. 
Rosee nie miała pomysłu dobra?!
Nie chciałam ich tak mega kłócić, bo jeszcze nawet nie byli razem xd
Rozdział zostawiam wam do oceny. (Jak dla mnie 0/100)
Rozdział pisany Leónem, po raz drugi więc nie bijcie.
Co do komentarzy; dlaczego jak mówię, że będą rzadziej komentujecie a jak nie to szczerze ledwo co wbiło się te 25 komków. xd Ah, ogólnie to zauwarzyłam, że duża ilość komentarzy mnie bardzo motyruje bo w tamtym tygodniu napisałam ich 4 a w tym nie cały 1:(( Aj nie będę narzekać.
Mam jeszcze sprawę do Anonimów. Wiem, że ostatnio włączyłam tą funkcje, ale zastanawia mnie jeden mały szczegół.... Jeżeli proszę o komentarze anonimów jest więcej niż wszystkich nas. Jeżeli ktoś pisze po dwa niepotrzebne komentarze to proszę tego nie robić xdd
PISZCIE PO JEDEN KOMENTARZ; szczególnie do anonimów. xd (Oczywiście wracanie do miejsc czy dopiski mogą być, ale nie pare podobnych) xd
To do następnego misie.
Kocham was, Rosee.
(Proszę skomentuj ten rozdział jak czytasz nawet kropką
to bardzo mnie motywuje oraz uświadamia, że ktoś to czyta)
Kolejny rozdział?
26 komentarzy.

środa, 18 maja 2016

LBA #3

Z wielkim opóźnieniem, ale jest co nie?
Taka notka mała na początek.
Mała czytaj średnia xd

Hejka! Jak tam środa? Jejku jaka ja jestem wykończona, mówię wam sport niby zdrowie a czuje się jakbym miała jakieś wypruwane mięśnie xd Lekkoatletyka niby fajna, ale jednak chyba nie dla mnie. Trochę za późno się zorientowałam, bo moja klasa jest aka sportowa więc wiecie cri xd
Gadam bez rzeczy. A więc do rzeczy! (wtf?)
Zostałam nominowana przez maj kiciałkę więc gratki dla mnie za ten pośpiech.
Ogólnie wiem, że nie przepadacie za takimi postami bo przyzwyczaiłam się, że tylko rozdziały dlatego komentarzy blokuje. Tak samo z nominacją; nie mam ochoty i siły na wymyślanie pytań xd
Możecie też komentować rozdział, bo jak tylko powiem, że będzie rzadziej wszyscy komentują a jak mówię dziękuje naglę wszyscy wyparowują. DOBRA DO RZECZY!
1. Macie jakiś idoli poza Violettą?
    BAM, JORGE BLANCO, JORGE BLANCO, NEYMAR (Noga życiem xd), MÓJ MIŚ ANDRZEJ Z KTÓRYM ŚPIE I JEST ZA DUŻY, LEDWO CO SIĘ MIEŚCIMY W ŁÓŻKU; tak on jest moim idolem. (wkładanie też ale ci)
2. Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?
    Zdecydowanie POP oraz remixy. Czasem też rap, ale to zależy.

3. Co sądzisz o moim blogu? Chciałbyś wprowadzić tu jakieś zmiany?
    KOCHAM TWOJEGO BLOGA. ALE ZMIENIŁABYM JEDNO, WIĘCEJ WKŁADANIA PLIS.

4. Masz jakąś pasje?
    Przede wszyskim muzyka (Śpiew, gra na gitarze oraz pianinie; gram już ok 4 lata oraz śpiewam, chodź robię to zazwyczaj dla siebie.)
    Piłka nożna.
    Jazda konna.

5. Na płycie TINI wolisz wersje piosenek po angielsku czy hiszpańsku? 
    Chyba faw to po angielsku, jednak dla mnie słowo Tini lub tp oznacza hiszpański więc mi to różnie. Bardzo podobają mi się piosenki jej po angielsku jednak dla mnie większe znaczenie ma jak jest po hiszpańsku. (Jejku serio nie wiem, które lepsze xd)

6. Jeżeli masz twittera, masz swoją fav twitterowiczkę?
    Mam, jednak nie jestem taka tfiter xd Nie używam xd

7. Ulubiona potrawa?
    Ciasteczka oraz spaghetti. (Ciastka to potrawa!)

8. Jaki masz kolor oczu?
    Niestety brąz. Kocham niebieski i zielony. NIE LUBIE BRĄZU SORKY! 

9. Opisz siebie w trzech słowach.
    Szalona (?) Skryta (?) Myślicielska (????) (NIE WIEM XD)

10. Czy kiedykolwiek spotkałaś/widziałaś kogoś z obsady.
    POPRZEDNIE LBA ZDJĘCIE MECHI ORAZ TINI ZE MNĄ XD
    Byłam na koncercie więc widziałam większość osób, nie licząc Lodo bo miała wtedy swoją trasę:((((

OKS. To na tyle. Komentujcie poprzedni rozdział. LOFF! I do piątku misie! :*
Kc, Rosee!

piątek, 13 maja 2016

019: Powód.

"Jeżeli szukasz osoby, która
zmieni twoje życie
to spójrz w lustro"

   Patrze na biały sufit w moim pokoju. Dopiero co wypuścili mnie ze szpitala, a ja nadal muszę leżeć. Nadal zastanawiam się dlaczego zasłabłam i co oznaczać ma ten sen. Spojrzałam na stojący keyboard w kącie. Kiedyś chodziłam do muzycznej szkoły... Sama nie wiem czemu z tego zrezygnowałam. Może dlatego, że moja choroba wcale mi nie pomagała w graniu. Podeszłam do zakurzonego przedmiotu. Przejechałam ręką po klawiszach by trochę je wyczyścić. Nie pamiętam już jak się dobrze grało, ale znam parę akordów. Biorę urządzenie do ręki i prowadzę na łóżko, podłączam do niego kabel i przymykam oczy. Biorę jakiś notes, który leży na biurku. Rysuje pięciolinie i przykładam palce do urządzenia. Gram parę akordów i powiem nie idzie mi źle, myślałam że będzie gorzej. Dziś piątek więc mogę zaprosić dziewczyny na piżama party. Spojrzałam na sprzęt i lekko się uśmiechnęłam. Położyłam dłoń na akordzie "C" i trzy razy go powtórzyłam w tym momencie to głowy przyszedł mi pomysł napisania jakiejś piosenki. Nigdy nie mówiłam, ale bardzo interesuje się muzyką chodź już kiedyś próbowałam w tym swoich sił musiałam zrezygnować z powodu nie tylko choroby a rodziny. Przycisnęłam po raz kolejny na akord C-dur i potem D-dur oraz parę innych akordów. Do głowy przyszedł mi pierwsze zdanie. Dokładnie zapisałam w notesie Ref: My Stupid heart. Przyłożyłam dłoń do klawiszy i zagrałam pierwszy wers. Po chwili miałam cały refren. 
My stupid heart.
It's always fallin' in love
It's always fallin' apart
It's not too smart
My stupid heart

    Uśmiechnęłam się na wspomnienia z pisania. Podeszłam do wielkiego regału i zaczęłam szukać starego notesu gdzie zapisywałam moje piosenki. Niestety nigdzie nie mogłam go znaleźć. Pisać również mi się odechciało więc położyłam się ponownie na łóżku. Patrzałam w biały sufit jak na zbawienie nic mi nie przychodziło do głowy. Wszyscy w pracy lub w szkole a ja sama znów leże i czuje się całkiem dobrze a każą mi odpoczywać. Już w niedziele wyjeżdżam do USA więc muszę coś wymyślić z kim pojadę. Może Luśka się zgodzi. Piszę SMS'a do dziewczyn o dzisiejszym piżama party i postanawiam wstać z łóżka. Włączyłam telewizor i oglądałam jakąś głupią nowele, do drzwi ktoś zaczął się dobijać. Spojrzałam na zegarek, szczerze mówiąc nikogo się nie spodziewałam. Podeszłam do drzwi i zobaczyłam tam Federego. No tak, umawialiśmy się.
      - Musimy pogadać.- Mówi i wchodzi do środka. No chyba po to tu przyszedł. Chłopak siada na kanapie i sam wyłącza telewizję. Podnoszę jedną brew do góry. Wzięłam głęboki oddech i usiadłam koło kuzyna.
      - Pomyślałeś co na temat Lu?- Pytam od razu, mam nadzieje że pomyślał coś w jej sprawie. Nałożyłam nogę na nogę i spojrzałam na jego twarz. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego.
      - Tak, znaczy nie. Nie po to tu przychodzę, chodzi o Leóna.- Nie, nie będę o nim gadać. Przewróciłam oczy. Nie mam ochoty gadać o osobie, która jest podła.- Ostatnio jest bardzo dziwny? Pokłóciliście się czy co?
      - Nie rozumiem czemu przychodzisz z tym do mnie? Ja i León już się nie przyjaźnimy, on sam tego chciał. Nawet nie znam powodu, nie pytaj mnie tylko idź do niego.- Mówię godnie z prawdą, chłopak wygląda na zdziwionego.
      - Jak to, bez powodu? Musi być jakiś powód.- Wzdycham po raz kolejny, czy on nie może zrozumieć, że serio nie znam powodu przez który León chciał bym o nim zapomniała, nie interesuje mnie to nawet.
      - Tak po prostu, nie chce się jakoś w to angażować, nie interesuje mnie. Podjął taką decyzje, nie moja sprawa. A jak z Lu? Myślałeś?- Zmieniam temat, nie chce mieć nic z Verdasem związanego. Jego decyzja nie moja, cóż poradzę.
      - Myślałem i nadal nie wiem.- Przewracam oczami. Czy on kiedyś zrozumie, że kobieta go potrzebuje, jest młoda a on ją jeszcze wystawia.
      - Ona cię bardzo potrzebuje, Fede nie bądź taki. Pogadaj z nią, kochasz ją?- Siadam bardziej naprzeciwko niego, jego twarz jest teraz bardzo smutna.
      - Kocham jak cholera.- Mówi i widać, że jest załamany. Mocno go do siebie przytulam by trochę go pocieszyć. - Boje się, że nie damy rady.- Szepcze mi do ucha. Uśmiecham się.
      - Nie dacie rady? Pomogę wam, ale czyli wy nie dacie rady? Idź do niej proszę.- Odrywam się od chłopaka on tylko przytakuje. Wstaje.
      - Idę już, pomóc ci z Leónem?- Mówi a ja kiwam głową na nie.
      - Poradzę sobie.- Otwieram drzwi i żegnam się pocałunkiem w policzek.
      - Idę do niej, trzymaj kciuki.- Mówi wychodząc. Ściskam kciuki i mu pokazuje on tylko się uśmiecha. Patrzę na dom Verdasa, wygląda w sumie tak jak zawsze lecz w pokoju Leóna pali się światło. Jest środek dnia, pewnie czegoś szuka. Zamykam drzwi, nie powinno mnie nic w sprawie jego obchodzić. Dziś noc będzie nasza! Po chwili słyszę dźwięk SMS'a dochodzący z mojego telefonu. Podbiegam i widzę, że wszystkie trzy się zgadzają i dziś będą u mnie. Uśmiecham się i kładę na kanapę, muszę zapytać się jeszcze Angie. Chodź, na pewno się zgodzi.

      - To powiedź jak tam z Leónem?- Pyta Lu. Patrze na nią trochę zmartwiona. Sama nie wiem co teraz jej powiedzieć, nie moge jej okłamać.
      - Pokłóciliśmy się.- Każdy wzrok przyjaciółek był skierowany na mnie.- No co, koniec naszej znajomości. Nie pykło.- Mówię i biorę łyk szampana, nie jakiego szampana bo dziewczyny zakazały mi pić więc jest to piccolo, nawet nie wiecie jak je kocham. 
      - Jak to nie pykło? Vilu czy my o czymś nie wiemy?- Mówi Fran i łapie za moje dłonie. Uśmiecham się sztucznie, miało być tak fajnie. 
      - Zaczął na mnie krzyczeć, że mam o nim zapomnieć i tak wyszło że w tym momencie nawet nie wiem kto to León Verdas.- Szepcze jego imię i nazwisko. Nie znam. Zapomnę. Nie pamiętam. Już. 
      - Tak bez powodu?- Tym razem odzywa się Cami. Wzruszam ramionami. Nagle wszystkie mocno się do mnie przytulają. 
      - Wiecie co... Pogadajmy o czymś innym.- Zmienia temat Lu.- Dziś był u mnie Fede.- Kładzie się rozmarzona na materacu.- Powiedział, że mnie przeprasza i mocno kocha. A wiecie co jest najlepsze, że ja byłam u lekarza i... W ciąży nie jestem.- Wszystkie pisnęły z podniecenia. 
      - Jak to?- Pytam naglę.
      - Ten test był przeterminowany jak pięć innych rozumiesz? Okazało się, że to tylko pomyłka. Jak ja się cieszę!- Krzyczy na cały dom a my się zaczynamy śmiać. 
      - A Fede wie, że już w niej nie jesteś?- Podnosisz brew.
      - Właśnie chyba nie.- Mówi cicho. Camila uderza ją poduszką w twarz a ona się śmieje.- Ale powiem mu kiedyś.- Znów dostała. I tak zaczął się nasz wieczór babski. 
    Po gorącej czekoladzie i walce na poduszki postanowiłyśmy obejrzeć jakiś romantyczny film. Kiedyś myślałam, że jest to coś cudownego, dziś gdy widzę jak główna bohaterka liże się z chłopakiem chce mi się rzygać. Niestety wszystkie teraz płaczą i gdy będę chciała tylko przełączyć one się wściekną i nie dadzą mi przełączyć. 
      - Muszę wam coś powiedzieć.- Mówię gdy film się w końcu skończył. Wszystkie oczy przyjaciółek skierowały się w moją stronę.- W za dwa dni muszę jechać do USA, nie pojadę tam sama, chce odmówić współpracy z VS, nie kręci mnie to i nawet się nie nadaje, mam złe wspomnienia i nie chce co tydzień wyjeżdżać. Ale teraz musi któraś ze mną pojechać bo... Bo León na pewno nie pojedzie ze mną... A ja..
      - Ja pojadę.- Mówi Lu.- Nie martw się, i nie myślisz że to trochę zły pomysł z tą rezygnacją? To wielka szansa dla ciebie, nie możesz z tego zrezygnować.- Inne dziewczyny przytakują. 
      - Podjęłam już decyzję i nie zamierzam jej zmieniać.- Mówię godnie z prawdą. Nie chce zaczynać czegoś co zaczęłam przez przypadek. Oczywiście ciesze się, że mogę być modelką ale to nie dla mnie. Jestem jeszcze za młoda, muszę się uczyć a po drugie nawet mnie to nie interesuje. Wole robić to co lubię bo kiedyś będę robić to na siłę, a tego nie chce. 
      - Pomyśl o tym jeszcze.- Mówi Fran.- To niezwykła szansa.- Dodaje a inne przyznają jej racje. Ja tylko wzdycham.
      - Dziś napisałam refren do piosenki.- Dziewczyny wyszczerzają oczy, zaczynam się z nich śmiać bo bardzo śmiesznie wyglądają.
      - Od kiedy wróciłaś do muzyki?- Pyta Lu a ja wzruszam ramionami, sama się zdziwiłam że coś takiego właśnie zrobiłam.
      - Jakoś mnie natchnęło.
      - Natychmiast nam pokazuj!- Krzyczy Cami a ja wyciągam Keyboarda spod łóżka, wyciągam też notes w którym zapisałam refren. Zagrałam wstęp i po chwili pokazałam im piosenkę. O mało nie spadły z materaców. Chyba nie jest dobra.
      - Nie podoba się?- Śmieje się a one piszczą.
      - To jest najlepszy refren jaki w życiu słyszałam.- Piszczy Fran.
      - Fran ma racje, to jest wspaniałe.- Mówi Lu. Ja tylko się uśmiecham i patrze w okno, widać dokładnie okno Leóna, w którym jest zapalone światło. Patrze na nie i nie słucham przyjaciółek. Chyba będzie mi go bardzo brakowało niż myślałam. Naglę wszystkie słyszymy dzwonek do drzwi. Wszystkie się na siebie patrzymy co oznacza, że nikt tu nikogo nie zaprasza. Chyba, że Angie zamówiła nam pizze, dziś poszła do koleżanki by nam nie przeszkadzać więc wróci późnym wieczorem. Podchodzę do drzwi i w nich widzę Alexa, to prawda nie widzieliśmy się dwa dni, ale no dlaczego o tej godzinie?
      - Co ty tu robisz?- Mówię cicho.
      - Mogę wejść? Dawno się nie widzieliśmy.- Mówi a ja zaciskam usta w cienką linie. Czuje, na moim ramieniu dłoń przyjaciółki.
      - A co to za kolega?- Mówi mi Fran do ucha.- Wpuść go i tak nie mamy co robić.- Odsuwa mnie a Alex wchodzi do środka. Przymykam oczy, ten wieczór miał być w 100% złożony z dziewczyn, teraz już niestety mamy Alexa.
     - Obraziłaś się na mnie czy co?- Szepcze mi do ucha przyjaciel. Czy to nie dziwnie co on robi w Buenos Aires, podobno jest u cioci.
     - Nie mam nastroju dobra, daj spokój Alex.- Mówię i dosiadamy się do dziewczyn. Znów patrze w okno Leóna, tym razem światło jest zgaszone, chyba poszedł spać. W końcu jest 22. Będzie mi trudno pogodzić się z jego decyzją.
     - Violu, słuchasz nas?- Odrywa mnie głos Fran, przytakuje i dalej patrze w okno. Bardzo za nim tęsknie. 

~~~~~~~~~~~~~~
Jezu czy to nie banalne?
Jakie to straszne, zabijcie ten rozdział plis.
Tak mam wenę to prawda (Rosee piszę już 22 można płakać ze szczęścia, że rozdziały będą jak na razie xd)
V, załamana ale żyje.
Teraz Rosee płacze, jezu kocham was!
Tyle pozytywnych komentarzy tak mnie zmotywowało (Mówiłam już, że jestem na 22 rozdziale? W tydzień 4 rozdziały czy to nie jakieś wow xd)
Okej tyle z notki, bo piszę ją o 6:47, bo całkiem o niej zapomniałam xd
To  chyba na tyle (Dziękuje za komentarze baaardzo mocno!)
Dziś podwyższam stawkę xd

Kocham was, Rosee.
(Proszę skomentuj ten rozdział jak czytasz nawet kropką
to bardzo mnie motywuje oraz uświadamia, że ktoś to czyta)
Kolejny rozdział?
25 komentarzy. (Dacie radę?)